Pozycje z etykietami ‘zemsta
Wpisu dziś nie będzie :(
Zemsta część druga – Bunkier
No cóż, publikuje drugą część zemsty. I znowu w wersji do gazetki szkolnej. Właściwie to ciągle będzie wersja dla gazetki, chyba że kiedyś napiszę jakąś część specjalną wyłącznie dla bloga
No to, zaczynamy!
——————————
Oto druga część opowiadania „Zemsta”, umieszczona w uniwersum gry Half-Life 2. W poprzedniej części główny bohater – Jack i jego kumpel Kaszub wyruszyli na poranny patrol. Dochodząc do wzgórza, znajdującego się w okolicy City 17, zauważyli nadjeżdżający konwój pojazdów opancerzonych Kombinatu, który kierował się w stronę ich bazy. Bohaterowie od razu ruszyli z powrotem, informując ją wcześniej o niebezpieczeństwie…
Zemsta – Część druga „Bunkier”
Nad spokojnym lasem unosiła się jeszcze poranna mgiełka. Gdzieniegdzie było słychać ożywione już ptaki lub ledwo dobiegające dźwięki z City 17. Stan panujący w lesie można było nazwać rajską ciszą. Została jednak ona przerwana przez dźwięk kroków, szybkiego biegu. Był to Jack zmierzający ku bazie oraz Kaszub próbujący go dogonić.
- Jack! Jack! Stój! – Krzyczał, ledwo łapiąc dech.
- Było tak nie przybierać na masie, panie policjancie! – Odburknął mu Amerykanin.
Po chwili obydwaj się zatrzymali i zaczęli się nerwowo rozglądać.
- Nie znam tej trasy, w ogóle to otoczenie… Pierwszy raz je widzę! ZGUBILIŚMY SIĘ! – Spanikował Kaszub.
- Hmm… Masz racje, musieliśmy zboczyć z trasy kilka kilometrów temu. Ale spokojnie, mam mapę to zaraz znajdziemy trasę… – Uspokoił go Jack i po chwili wyjął stary plan topograficzny z plecaka i zaczął go wertować. Po chwili zauważył małą ścieżkę.
- …Mam! Za trzysta metrów skręcimy w lewo, pójdziemy małą ścieżką i przeprawimy się przez zagajnik. Po około dwóch kilometrach, powinniśmy znaleźć drugą ścieżkę i to jest wyjście na wzgórze tuż nad bazę. Tam już spokojnie zejdziemy. Dobra, czas ruszać. Nie zawiedźmy ich! – Dokończył i wyruszyli nową trasą.
Kiedy dobiegli do „zagajnika”, okazał się on małym lasem. Z racji tego, że plan był sprzed dwudziestu lat, młodnik zdążył już urosnąć. Jack tylko zaklął pod nosem i zaczął się przedzierać, a za nim kumpel.
- Taki błąd! Nie wziąłem pod uwagę rocznika mapy! No kur… – Przerwał i całkiem zaskoczony zapadł się pod ziemię.
- Jack!? Jack! JAAACK! – Krzyknął Kaszub podbiegając do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą stał jego kompan.
- Nic mi nie jest! Lekko się poobijałem i spadłem do… Jasna cholera! Bierz szybko linę i złaź tutaj! Musisz to zobaczyć! – Zawołał podekscytowany Jack i wyjął latarkę.
Po chwili obydwaj znajdowali się w chłodnym pomieszczeniu, które zdawało się być większe niż wyglądało. Nigdy nie wiedzieli o istnieniu tego miejsca, mimo że było w okolicach ich bazy. Amerykanin oświetlając powoli ściany zatrzymał się na jednym miejscu, pośrodku przeciwległej ściany. Znajdowała się tam czerwona gwiazda i jakieś litery. Mimo zdziwienia podszedł bliżej ściany.
- CCCP… Związek Radziecki! To miejsce ma ponad pół wieku! Cholera… Gdybyśmy odkryli to wcześniej! Wyobraź sobie co można znaleźć w tym… – Przerwał, nie posiadając odpowiedzi gdzie się znajduje.
Po chwili zaczął nerwowo szukać włącznika przy ścianie. Poszukiwania nie trwały długo, jedno pociągnięcie wajchy rozjaśniło pomieszczenie. W niektórych miejscach poleciały iskry, a w innych zapaliły się kontrolki i światła. Wszystko powoli się aktywowało. Przed nimi rozpościerał się widok hali, miejsce na kabinę dekontaminacyjną, wszelkiej maści pudła i szeroki korytarz kierujący się gdzieś w głąb.
- … W tym bunkrze. – Dokończył za kumpla, Kaszub.
Chwilę jeszcze oglądali pomieszczenie. Nagle z głębi korytarza wydobył się straszliwy ryk. Ten ustąpił zaraz stukotowi metalu i dźwiękowy biegu. Na końcu korytarza, około dwustu metrów od nich, zaczęły wybiegać z cienia przeraźliwe zombie – zmutowani przez stworzenia z innego wymiaru ludzie. Jack odruchowo wyciągnął MP7 i zaczął strzelać ciągłą serią w ich stronę. Z takiej odległości rzadko kiedy trafiał, wiedział, że nie da rady kilkunastu przeciwnikom. Kaszub w międzyczasie szukał czegoś, czym można zablokować korytarz. Zauważył dosyć duże i metalowe drzwi przesuwne, usytuowane obok korytarza.
- Jack! Pomóż mi to przepchać! – Krzyknął, samemu próbując je zamykać.
Jego kumpel bez wahania rzucił się do wielkiego żelastwa, które pod wpływem nacisku powoli zaczęło się przesuwać. Pomimo oporu, dosyć sprawnie się zamknęły. Kaszub wcisnął jeszcze dosyć duży pręt w miejsce przeznaczone na kłódkę i zastawił je szafą. Po kilku sekundach słyszeli donośny dźwięk kilkunastu łap, dobijających się do metalowych drzwi.
- Wynosimy się stąd! Odłącz zasilanie, aby Kombinat tego nie namierzył. Zbyt dużo czasu straciliśmy, musimy jeszcze dotrzeć do bazy! – Rozkazał Jack. Po chwili pomieszczenie znowu się ściemniło, a dźwięki uderzeń powoli milknęły. Towarzysze wspięli się po linie i zamaskowali dziurę, znakując jeszcze okolicę małym symbolem Lambdy na drzewie.
- Jak tylko poradzimy sobie z obroną, to wezmę kilku ludzi i przyjdziemy tu. Warto będzie także poinformować White Forest, może przyślą tutaj jakiegoś jajogłowego. – Planował Jack, zaczynając biec w stronę bazy. Dopiero teraz zorientowali się, jak dużo czasu stracili.
Po jakichś dwóch godzinach dotarli w pobliże docelowego wzgórza. Ich radość na widok tego miejsca była chwilowa, ponieważ zauważyli unoszący się dym. Obydwaj pomimo wycieńczenia, przyśpieszyli i po chwili znaleźli się na wzgórzu.
- Nie… Nie… NIEEEEE!!! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDĄ! NIEEE! – Krzyczał Kaszub spoglądając na dopalające się jeszcze resztki ich bazy, miejsca w którym spędzili kilka lat życia. Jack opuścił głowę, nie chciał by kumpel zauważył jego łez, chociaż i tak ten był w stanie bliskim rozpaczy.
- Kaszub… Musimy tam zejść, sprawdzić… Może ktoś jeszcze przeżył, może się ukrył… – Próbował go pocieszyć, jednakże bez skutku. Po kilku minutach pozbierali się i ruszyli na dół, ku ruinom…
C.D.N.
——————————
No wkrótce trzecia część Zemsty. Na szczęście wyjdzie już w lepszym okresie, bo na wiosnę
I chyba szybciej wrzucę to na bloga, niż do gazetki. Jakieś opóźnienia mają być ^^
Przy okazji, ostatnio spotkałem się z negatywnym wizerunkiem TKF’ów. No cóż, mimo tego jak to wygląda, wiele osób nie zna tych filmików ale postaram się trzymać bardziej nowszych kreacji
Zemsta część pierwsza – Patrol
Od wczoraj zacząłem pisać opowiadanie ulokowane w Uniwersum Half-Life 2. Opowiada ono o losach pewnego rebelianta, stacjonującego na obrzeżach City 17. Opowiadanie pierwotnie jest do gazetki szkolnej, więc tutaj tylko wkleję to co wysłałem do redaktora gazetki – Riss’a
——————————–
Opowiadanie, które chce napisać będzie się rozgrywało w Uniwersum Ziemii opanowanej przez Kombinat. Akcja będzie z gry Half-Life 2. Z racji, że nie starczy miejsca na streszczanie całej gry polecam zagrać w nią i zaznajomić się z tym o co w niej chodzi. Opowiadanie będzie o losach typowego rebelianta, który walczy z najeźdźcami – Kombinatem, obcą cywilizacją zniewalającą rasę ludzką. Nasz rebeliant ma na imie Jack i stacjonuje w jednym z wielu posterunków umieszczonych w leśnych okolicach City 17 (Miasto w którym dzieje się Akcja HL2). Tego ranka wyruszył na pieszy patrol z kolegą. Jednak zgubili się co zmieniło ich losy w niewyobrażalnym stopniu…
Zemsta – Część pierwsza „Patrol”
Pierwsze promyki wpadały przez podziurawioną blachę. To były pozostałości po niedawnej potyczce z kilkoma żołnierzami kombinatu i załogą posterunku. Jack obudził się od blasku padającego na jego twarz. Rozejrzał się po pomieszczeniu po czym wstał i leniwie się przeciągnął. Spojrzał na przedwojenny kalendarz, który wisiał już tylko dla wyglądu. Widniała na nim data jeszcze z roku 2014, a troche wyżej roznegliżowana modelka – obiekt westchnień z tamtych czasów, teraz to tylko kapka farby na zżółkniętym papierze. Rebeliant podszedł do miski z wodą i przemył twarz, po czym zabrał się do budzenia Kaszuba – Kolegi, którego znaleźli na terenach byłego pomorza Polski. Jack jest dobrym snajperem i byłym strzelcem wyborowym Specnazu, a Kaszub był zwykłym policjantem. Kaszub, jak to on długo wstawał, więc Jack zdążył przygotować jakieś jedzenie i suchy prowiant. Po chwili obydwoje się spotkali pod wyjściem i jeszcze tylko ostatnie sprawdzenie broni i ruszyli. Wychodząc machneli na pożegnanie, trzymającemu jeszcze wartę nocną, Kapitanowi – Z racji pełnionej przez niego funkcji, dostał taki przydomek. Pierwsze cztery kilometry zleciały im na zwykłym spacerku, i zatrzymali się na starej stacji benzynowej na poszukiwanie przydatnych rzeczy. Jack zajął się przeszukiwaniem lady kasjera, a Kaszub rozglądał się po półkach. Nagle na zapleczu usłyszeli jakiś hałas, już po chwili stali pod drzwiami z karabinami gotowymi do strzału. Jack dał Kaszubowi znak do cichego zbadania pomieszczenia. Obydwaj zapalili latarki i po cichu weszli do środka. Hałas wydobywał się zza szafki. Kaszub został z tyłu, a Jack powoli podchodził z uniesioną lufą MP7. Od szafki dzieliło go tylko pół metra. Małymi kroczkami zbliżał się do epicentrum hałasu i przypadkiem kopnął puszkę. Zza szafki coś wyleciało i pędziło w stronę Jack’a, ten pod wpływem impulsu wystrzelił kilkanaście razy w stronę istoty, przy okazji gubiąc gdzieś latarkę. Po chwili strzały i hałas ustał, a Kaszub podszedł sprawdzić co to było.
- To zwykły kot idioto. Szukał tu tego czego my, jedzenia. – Oznajmił Kaszub.
Jack jeszcze raz przyjrzał się martwemu kotu i puszce wylatującej zza rogu. Podniósł latarkę i wyszedł z zaplecza. Niestety ale poszukiwania na tej stacji nic nie dały więc ruszyli dalej. Do standardowego celu ich podróży zostało jeszcze pięć kilometrów, więc uprzyjemnili sobie tę podróż opowieściami z przeszłości. Kaszub standardową gadką napominał, że był chlubą jednostki i zawsze miał najlepsze wyniki w jednostce. Jack natomiast był amerykaninem, który wyemigrował do terenów byłego ZSRR. Dołączył tam do wojska, a potem Specnazu na profilu snajperskim. Wiele razy marzył aby tylko mieć jakąś snajperkę, a nie stary pistolet przerobiony na karabin maszynowy, jednak takie losy rebelianta. Walczy się tym co wpadnie w rękę. Na przedzieraniu się przez zarośla zeszło im ze dwie godziny, aż dotarli do urwiska. Rozpościelał się przed nimi widok na ogromny teren pokryty lasami, a jakieś dziesięć kilometrów od nich znajdowały się mury City 17. Mimo, że dzieliła ich od miasta dosyć duża odległość, to Cytadela była widoczna. Jest ona czymś w rodzaju bazy kontrolnej kombinatu na całe miasto i okolice. Znajduje się tam pewien człowiek – Doktor Breen, który obwołał się administratorem ludzkim i kolaboruje z najeźdcami. Już mieli wracać do bazy gdyby nie fakt, że Kaszub zauważył kilka pojazdów kombinatu jadących drogą… Do ich posterunku!
- O cholera! Jack! To Kombinat! Jadą do posterunku! Musimy ich ostrzec! – Zaczął wykrzykiwać Kaszub.
- Spokojnie, w okolicy jest małe zejście, jeśli się pośpieszymy to przetniemy im drogę i dodamy sobie troche czasu! Za mną! – Rozkazał Jack i ruszył zejściem do leśnej drogi. Już po chwili znajdowali się na dole. Kaszub obserwował teren, a Jack zakładał prowizoryczny ładunek wybuchowy na pniu drzewa. Zasada działania była prosta, przyczepia się granaty u podstawy drzewa, wysadza i droga jest zatamowana. Kombinat zapewne wysadzi drzewo leżące na ziemi ale da to czas na ostrzeżenie reszty. Kaszub zauważył nadjeżdżające pojazdy wroga i poinformował o tym Jacka. Ten kończył już mocowanie granatów i wyciągając zawleczke zaczął biec w stronę bazy. Kaszub nie miał takiej kondycji i zostawał lekko w tyle. Kiedy byli już ze trzydzieści metrów od miejsca zasadzki, usłyszeli wybuch granatu i walące się drzewo. Niestety nie spadło one w pełni na drogę i tylko troche opóźniło wroga. Zadanie było proste, musieli się dostać na najbliższe wzniesienie i złapać zasięg na krótkofalówkę. Zostało im jeszcze ze trzysta metrów do pobliskiej anteny, kiedy usłyszeli nadjeżdżające APC wroga. Były to zwykłe pojazdy szturmowe z zamontowanym działkiem u góry. Zdążyli się schować i przeczekać aż przejadą. Jack miał głowę nisko, a Kaszub naliczał jednostki.
- Cztery, pięć… Cholera! Sześć! Co oni sobie robią? Konwój? Na tym zadupiu?! – Zaczął denerwować się były policjant. Jednostki w końcu oddaliły się na większą odległość ale widać było, że byli w stanie pełnej gotowości po wybuchu. Rebelianci nie tracili czasu i sprintowali do anteny. Po minucie znaleźli się u celu.
- Tutaj Jack! Stacja-29, jak mnie słyszycie?! – Wykrzykiwał Jack do krótkofalówki.
- Tutaj Stacja-29, słyszymy cię! Raportuj! – Padła odpowiedź.
- Mamy tutaj sześć APC, zmierzających w waszym kierunku! Nie wiem po jaką cholere tam jadą ale się przygotujcie, będą prawdopodobnie za godzine! My będziemy troche później! Bez odbioru! – Zraportował rebeliant i schował krótkofalówkę.
- Nie ma czasu na pierdoły, ruszamy do nich. Bez nas mają mniejsze szanse. Lepiej się przygotuj, bo nie zamierzam się zatrzymywać! Ruchy, ruchy, ruchy! – Rozkazał i zaczął biec z Kaszubem w stronę bazy…
C.D.N.
——————————–
No i to by było na tyle, do kolejnego wydania gazetki napiszę kolejną część i nie omieszkam jej tu wrzucić
Będzie to za jakiś… Miesiąc. Do tego czasu pozostaje wyczekiwać ^^























